piątek, 28 grudnia 2012

Rozdział 11


        

Niespodzianka- czyli jak się bać i zwariować


        Niewielka, skulona postać siedziała przy średniej wielkości stole kuchennym. Jej wystawiony na wierzch język, symbolizował, iż uporczywie nad czymś pracuje. Co chwila stukała czerwono-zielonym długopisem w usta i uporczywie poprawiała, opadające jej na czoło ciemne kosmyki długich włosów. Kiedy skończyła notować coś na różowej kartce w krówki, zdjętej z tablicy korkowej, chytrze zatarła dłonie i przystąpiła do czytania swojego dzieła:
„ Jak zemścić się na sąsiadach, by nie wpaść w kłopoty, ale sprawić, że będą spuszczali wzrok na nasz widok?
Potrzebne przedmioty:
- różowa farba (najlepiej kilka puszek)
- kolorowy brokat (opcjonalnie)
- cienki sznurek
- aparat (nie wpuszczać zdjęć do Internetu, użyć do szantażu)
Ponadto:
Dopilnować by Mag, wprowadziła poprawki i ułożyła plan działania.”

  Shalie zadowolona z siebie jak nigdy, w myślach codziennie przeprowadzała wyśniony scenariusz upokorzenia znienawidzonych sąsiadów. A warto wspomnieć, że przez około tydzień układała go w swojej głowie i doskonaliła. Jej nienawiść do małp rosła, a kiedy na drugi dzień po ich ostatniej sprzeczce zobaczyła wielki napis „Przepraszamy” w jakiejś gazecie z jej nazwiskiem, niemal sięgnęła zenitu.
  Po ostatniej akcji z udziałem zespołu, dziewczyny poświęciły niemalże całą noc na słanie przekleństw i zaklęć z zakresu czarnej magii na dom obok. Sytuacja pomiędzy nimi stała się na tyle groźna, że nawet, kiedy widzieli się w drodze do sklepu lub po prostu przez płot, nie wysyłali sobie uszczypliwych docinek, tylko od razu usuwali się z pola widzenia lub ograniczali się do mroźnych spojrzeń.

  Niespodziewanie ciemnowłosa poczuła, że ktoś zagląda jej przez ramię do kartki.  Szybko jednak zorientowała się, że to tylko jej miodowo-włosa współlokatorka, która wykrzywia usta w szerokim, szczerym uśmiechu.
     - Patrz, co mam!- Panna Swift wskazała na różowy skrawek papieru.- To będzie zemsta doskonała, co prawda stracimy trochę pieniędzy na potrzebne nam rzeczy, ale uwierz mi efekt będzie…
     - Nie będziemy się na nikim mścić. Wychodzimy!- oznajmiła Margaret, powodując przerwanie potoku słów z ust jej koleżanki.
Ciemnowłosa zdziwiła się tak, że spokojnie mogła zacząć zbierać buzię z posadzki, potem jednak bez ogródek ujęła ramię przyjaciółki i skierowała ją na pobliskie krzesełko.
     - Czemu nie mówiłaś, że jesteś chora? Musisz wziąć jakieś lekarstwa, ale nie bój nic, zaopiekuje się tobą i będziesz bardziej zdrowsza niż wcześniej – wyjawiła Shalie z troskliwym uśmiechem i zaczęła dłonią mierzyć temperaturę dziewczyny. W jej mniemaniu powinna być ona bardzo wysoka, bo przecież nie dało się inaczej wytłumaczyć tego, że nie chce się wykonać kary na małpach. Zemsta to niemalże drugie imię Margaret.
     - Ale Shalie ja jestem zdrowa – bąknęła, prawdopodobnie śmiertelnie chora miodowo-włosa i podniosła się z brązowego krzesła, posyłając współlokatorce znudzone spojrzenie połączone z teatralną wywrotką oczu. Brunetka natychmiast ruszyła do nastolatki z asekuracją w razie gdyby miała legnąć na podłogę pokonana przez jakieś wyjątkowo paskudne schorzenie, odbierające zmysły.
     - Nie, kochana nie jesteś. Tak ci się tylko wydaje - wyjaśniła ze smutkiem wymalowanym w oczach panna Swift.
     - Jestem bardzo zdrowa. Udowodnię ci to, tylko proszę wyjdź ze mną!- Niemal krzyknęła dziwnie podekscytowana jasnowłosa i pociągnęła koleżankę za ramię w stronę wyjścia. Nadal pełna wątpliwości Shalie zmierzyła ją czujnym wzrokiem, kiedy obie zmieniały domowe kapcie na tenisówki, lecz nie mogła przyjrzeć się jej dokładniej gdyż po chwili obie wsiadły do taksówki zamówionej przez właścicielkę domu. Brunetka zdezorientowana patrzyła na zmieniający się krajobraz za oknem i myślała dokąd właściwie została porwana. Usilnie próbowała wypytać o to Mag, ale ta tylko uśmiechała się tajemniczo a na pięć minut przed końcem trasy przewiązała jej oczy czarną nieprześwitującą bandamą w teletubisie. Gdy tylko opłata za przejazd została uiszczona, miodowo-włosa pomogła przyjaciółce wysiąść z auta.
     - Tylko nie podglądaj!- krzyknęła zapobiegawczo do Shalie i dodatkowo zasłoniła jej oczy ręką.
     - Okej myślę, że ci już na serio odbiło. Z wiekiem robisz się dziwniejsza i dziwniejsza i powiedzmy, że to rozumiem, ale teraz to zaczynam się ciebie bać. Najpierw z radością mówisz, że wybaczasz tym oszołomom a potem wywozisz mnie nawet nie podając powodu. Nie wiem czy…- zbulwersowała się właścicielka ciemnych kosmyków i zaplotła ramiona wokół swojej klatki piersiowej, wydymając usta. Prawdę mówiąc najbardziej zdenerwowało ją to, że jej idealny plan zemsty został elegancko olany a przecież poświęciła na jego ułożenie tyle cennych godzin.
     - Po pierwsze nie powiedziałam, że im wybaczam. A po drugie za chwilę się przekonasz, dlaczego musiałyśmy tak nagle wyjść - ogłosiła dumnie Margaret i bez ostrzeżenia odwiązała bandamę z oczu koleżanki. Widok, który ujrzała sprawił, że dech zaparło jej w piersi.  
Ogromną panoramę kolorowego i głośnego wesołego miasteczka ciężko było objąć wzrokiem. Kolorowe banery, które było widać już z daleka zachęcały, aby zwiedzający odwiedzili każde przepełnione atrakcjami miejsce. Imponujących rozmiarów, powyginana kolejka górska, kusiła głodnych adrenaliny ludzi a pachnące przysmaki łakomczuchów.
     - Najlepszego w dniu urodzin Shalie!- wydarła się, radosna jasnowłosa nastolatka i przytuliła do siebie adresatkę swej wypowiedzi. Zszokowana współlokatorka odwzajemniła uścisk kumpeli, uświadamiając sobie, że przez to całe zaangażowanie w zemstę, zapomniała o swoich urodzinach.
Nigdy nie miała okazji pójść w takie miejsce, ponieważ miasteczko, którym przebywała takiego nie posiadało a najbliższe było oddalone od niej o kilkaset kilometrów.
Kiedyś z panną z Colen obiecały sobie, że pojadą razem do wesołego miasteczka i przeżyją ogromną, ciekawą przygodę, ale prawdę mówiąc Shalie zdążyła już od tej obietnicy zapomnieć.
     - Mam żetony chyba na każda atrakcję! Szykuję nam się niezapomniany dzień!- Nim ktokolwiek zdążył się obejrzeć, Margaret już ciągnęła ciemnowłosą w stronę wejścia. Po serii uścisków i podziękowań ze strony solenizantki, uzgodniły, że na pierwszy ogień pójdzie ogromna, świecąca kolejka górska.
Kilkanaście minut zajęło im dotarcie w wybrane miejsce, ponieważ Shalie nie mogła przejść obojętnie obok budki z lodami. 
Żetony wymieniły na dwa kartoniki, upoważniające je do przejazdu. Nie przewidziały jednak, że staną w gigantycznej kolejce razem z resztą oczekujących. Z uwagi na to, że spełniały jedno ze swoich marzeń nie wycofały się, tylko dzielnie czekały aż ktoś z obsługi pokaże im, do jakiego wagonika mogą wsiąść. Maggie bohatersko znosiła napady ADHD i w myślach udawała, że robi coś, co pozwala jej się wybiegać.
Kiedy w końcu miła, starsza pani w koszulce z logiem wesołego miasteczka powiedziała, że mogą wsiadać, z prędkością błyskawicy popędziły ku kolejce.
W trakcie jazdy krzykom, piskom i rechocie nie było końca. Czterdzieści minut oczekiwania nie poszło na marne. Trasa była długa, szybka i nieprzewidywalna a już na pewno była uiszczeniem najskrytszych pragnień współlokatorek. To, że siedziały w pierwszym wagoniku (tak naprawdę to ich miejsca były gdzie indziej, ale pan, który zajmował pierwsze zgodził się na zamianę, kiedy dowiedział się o urodzinach panny Swift) tylko podwyższało poziom adrenaliny, ale gdy przez pewien odcinek jechały do góry nogami a kolejka na domiar złego niebezpiecznie się kołysała brunetka obiecała przyjaciółce, że zwróci zjedzone przez nią wcześniej lody pistacjowe. Jednak końcowy efekt był taki, że jakimś cudem zatrzymała zimny deser w żołądku i szczęśliwie opuściła wagonik wraz z miodowo-włosą.
     - To było niesamowite!- krzyknęła Margaret i popędziła wraz z półprzytomną ciemnowłosą do kabiny luster.

         Około godziny szesnastej kiedy roześmiane, wychodziły z karuzeli, spostrzegły pokaźny budynek z czerwonym napisem: ‘Trasa 666- zobacz jak rodzi się zło’. Popatrzyły na siebie i już wiedziały, że tam właśnie chcą pójść. Tunel strachu był zdecydowanie numerem jeden jeśli chodzi o to, co trzeba zwiedzić w wesołym miasteczku. A one, jako maniaczki horrorów zdecydowanie nie mogły pominąć takiej atrakcji. Biegiem udały się do budki, przy której wymieniły jedne z ostatnich już żetonów na bilety.  
  W kolejce nie czekało dużo osób, ale to z uwagi na fakt, że tunelem w jednym czasie mogło jechać tylko dwa trzyosobowe wagoniki. 
Nastolatki rozejrzały się dookoła i z uśmiechem stwierdziły, że już aranżacja samego wejścia robiła wrażenie, więc mogły sobie tylko wyobrażać jak prezentuje się sam tunel. Niespodziewanie bramki znajdujące się za nimi zamknęły się z trzaskiem, powodując u dziewczyn lekką palpitację serca.
     - Przepraszamy, robimy godzinną przerwę. Na razie pojadą tylko osoby, które mają już bilet. – Do dziewczyn dobiegł głos sprzedawcy, który zapewne powiadamiał ludzi, którzy przyszli jak one w poszukiwaniu dreszczu emocji i strachu. Zgodnie wzruszyły ramionami i powróciły do podziwiana wnętrza. 
     - Proszę, przechodźcie dalej!- zawołał do nich ciemnoskóry ochroniarz i gestem ręki wskazał, aby poszły do przodu. Po chwili dostały na nadgarstki odblaskujące bransoletki z logiem wesołego miasteczka i zostały w skrócie powiadomione o tym, czego nie można robić w tunelu. Następnie przeszły przez jeszcze jedną bramkę i tam miały spokojnie czekać na przyjazd wagonika.
     - O nie! Wy! Tutaj?! No naprawdę przyszłyście nas szpiegować aż tu? – Dziwnie znajomy głos odbił się echem w głowach przyjaciółek. Margaret zacisnęła dłonie w pięści i podniosła wzrok na osobnika, do którego należał. Ku jej nieszczęściu mózg dobrze dopasował głos do osoby. Przed nią i jej przyjaciółką stała cała, cudna piątka ich sąsiadów. Wszyscy dumnie unieśli głowy do góry i przybliżyli się do siebie nieznacznie.
     - O kogo my tu mamy toż to One Direction we własnej osobie!- wzniosła okrzyk Shalie i udała podekscytowanie. Ochroniarz, który znajdował się przy panelu sterującym obok nich, wzniósł brew do góry i czekał na dalszy rozwój wydarzeń. – Nie zapominajcie, że możemy oskarżyć was o to samo, w końcu wy też jesteście tu z nami – przypomniała nastolatka i zmroziła małpy wzrokiem. 
Zespół natomiast popatrzył się na siebie i wybuchł głośnym, pełnym goryczy śmiechem.
      - Och muszę sobie gdzieś zapisać żebym nigdy nie wątpił w wasze poczucie humoru, krasnoludki – odezwał się Louis między salwami śmiechu  w międzyczasie, poprawiając swoją koszulkę (tym razem nie w paski a z wizerunkiem myszki Miki). Margaret, słysząc jak nazwał je szatyn, zapragnęła sprzedać mu kopniaka w miejsce, które z pewnością by go zabolało. Stłumiła w sobie tę chęć z uwagi na to, że nie chciała psuć prezentu urodzinowego przyjaciółce, niepotrzebnymi problemami.
       - Zapisz to sobie najlepiej na czole, kapciu - syknęła i uśmiechnęła się do sąsiadów ironicznie. Odpowiedź szatyna zagłuszył przyjazd dwóch wagoników. Ludzie, którzy z nich wysiadali byli biali i wyglądali jak po spotkaniu ze wszystkimi żywiołami świata.  Dziewczyny nie mogły się doczekać, kiedy one przeżyją coś takiego. 
      - Ej chłopaki skoro do wagonika może wsiąść najwyżej trzy osoby na raz to…- zaczął Zayn i posłał swoim kuplom zdezorientowane spojrzenie. Cała siódemka patrzyła po sobie a po chwili każdy z nich zrozumiał, że o miejsca będą musieli walczyć. Wszyscy zerwali się do biegu. Margaret w pośpiechu zgubiła gdzieś rękę przyjaciółki, którą trzymała, ale dalej niewzruszona biegła do pierwszego wagonika, głodna emocji. W końcowym efekcie wsiadła do pomarańczowego pojazdu razem z blondynem i mulatem, którzy tak samo jak ona byli wielkimi fanami mocnego kina. Po paru próbach zepchnięcia ich zrozumiała, że tą trasę będzie musiała spędzić właśnie z tą znienawidzoną dwójką. Zdążyła tylko cierpiętniczo jęknąć i pokazać język na widok ich szerzących się paszczy a ochroniarz powiadomił, żeby pierwszy wagonik szykował się do odjazdu. 
Cała trójka ruszyła po nową przygodę.

Natomiast przy drugim wagoniku nastąpiły pewne komplikacje.

 Shalie udało się podstawić nogę Harry’emu, powodując jego niefortunny upadek i tylko dzięki temu zyskała miejsce w wagoniku. Oczywiście niesatysfakcjonujące było siedzenie w pojeździe z Liamem i Louisem, ale wolała to niż czekać godzinę na ponowne otwarcie tunelu. Lokers postanowił, niezłomnie walczyć dalej. Wstał i udał się do kolejki.
     - I co teraz ze mną będzie? Lou zostawisz mnie tak?- Najwyraźniej postanowił, wziąć swojego najlepszego przyjaciela na litość. Szatyn zaczął poważnie coś obmyślać, ponieważ w zadumie, stukał palcami o usta. Shalie uśmiechnęła się do lokowanego złowieszczo i wzruszyła ramionami (sorry tu rządzi prawo dżungli). Styles posłał jej krótkie, ale maksymalnie przepełnione złością spojrzenie.
     - Muszą się państwo szybciej decydować, bo za 10 sekund wagonik ruszy automatycznie - powiadomił znudzony ochroniarz, zbierając swoje rzeczy z prowizorycznego biurka zapewne, szykując się do zmiany z kimś innym.
Loczek niewiele myśląc rzucił się na trójkę osób, siedzących w wagoniku. Protesty mężczyzny nie wzbudziły w nim niczego, co dałoby by mu powód do wyjścia. Tym bardziej, że pojazd ruszył a mężczyzna, czując że nic nie wskóra, machnął na nich tylko ręką i wyszedł przez bramkę.
     - Boże ile ty ważysz? Nie czuję kości!- poskarżył się Payne, trzymając na swoich kolanach całą górną część przyjaciela. Harry na jego wypowiedź zaśmiał się tylko i ugiął nogi w kolanach by mógł zmieścić się w tunelu.
     - O mi się dostał tyłek!- oznajmił podekscytowany szatyn, całkowicie zapominając o swoim złym humorze, związanym ze spotkania niesfornych sąsiadek. Chłopcy puścili koło uszu, długi przepełniony bólem jęk ich towarzyszki.
      - Niestety musicie tak wytrzymać. Przykro mi, że nie jesteście tak sprytni jak ja – powiadomił brunet i wygodniej ułożył się na kolanach kompanów.
Widać, że miał ochotę dodać coś jeszcze do swojej jakże elokwentnej wypowiedzi, ale przerwał mu pisk ciemnego blondyna, który postanowił uderzać w bardzo wysokie nuty. Za chwilę Shalie również postanowiła, zacząć krzyczeć wniebogłosy, ponieważ przed nimi zupełnie niespodziewanie przebiegło coś, co definitywnie nie mogło zaliczać się do zwykłego papierowego stworzenia. Tym czymś musiała być żywa postać.
Ciemnowłosa popatrzyła z przestrachem na miejsce, do którego skierowała się, a już po chwili wszyscy usłyszeli tajemniczy dźwięk i było im dane było ujrzeć, pokaz rozcinania człowieka piłą mechaniczną. Dopiero teraz dziewczynie udało się stwierdzić, że przebiegająca postać była jedynie grą świateł i miała zwrócić uwagę na ekspozycje obok nich, która rzeczywiście prezentowała się wspaniale. Harry, który niestety leżał do niej tyłem kazał sobie opowiadać, co go ominęło, ale oczywiście każdy był zbyt zajęty, żeby zwrócić na niego uwagę. Co chwilę cały wagonik wybuchał krzykiem na straszne ekspozycje i krótkie przedstawienia z udziałem jakiś dziwnych (zazwyczaj pokrwawionych) stworzeń. Musieli przyznać, iż tunel był przerażający po każdym przejechanym milimetrze coraz bardziej, zdecydowanie ktoś, kto go projektował miał do czynienia z chorą ilością strasznych filmów.
     - Shalie wiedz, że w łydkach nie ma punktów erogennych. To nic nie da, jeśli będziesz mnie tam szczypała, świntuszku. – Leżący chłopak zwrócił się do brunetki i zachichotał a następnie po raz kolejny uchronił głowę (i cenne loki) przed spotkaniem z kanciastą, wystającą ścianą.
     - Ja cię nie szczypie panie o-jednym-tylko-myślący.- Panna Swift skrzywiła się na ten obrzydliwy zarzut a następnie wydała z siebie głuchy jęk na widok, kukły usadzonej na krześle elektrycznym. Nigdy bardzo nie bała się horrorów, ale zobaczenie tego wszystkiego na żywo budziło w niej nowe poziomy strachu. Z resztą jej towarzysze nie byli znowu tacy lepsi.
     - Już się tak nie wypieraj. Oboje wiemy, co między nami jest – rzucił Styles zaczepnie, z bliska oglądając jak jakaś lalka odcina swój palec a następnie kładzie go na desce, kroi i zjada.
     - Oczywiście, że wiem. To jedna wielka przepaść, tysiące kilometrów różnicy, miliardy jednego wielkiego „WTF” i nieporozumienia - orzekła Shalie i wychyliła się by dotknąć ściany, z której spływała zielona maź. Tak jak na filmach była ciągnąca i lepka. Obrzydzona bezceremonialnie wytarła ją w jeansy lokersa.
      - No, bo skoro nie ty to, kto? Lou? Liam?- Kiedy jego przyjaciele zaprzeczyli, podniósł krzyk niczym nieróżniący się od dźwięku, który wydaje zabijane prosię. Na domiar złego zaczął wierzgać, sprawiając, że zupełnie nieprzygotowany na to Louis przez przypadek, wypuścił telefon, którym nagrywał całą podroż gdzieś na tor przed nimi. System, tak jak mówił ochroniarz recytujący im regulamin, zatrzymał się automatycznie. Cała czwórka rozejrzała się wokół, uchyliła głowy przed spadającym na nich kościotrupem a następnie musiała się pogodzić z faktem, że projektant nie wymyślił światła w tej części tunelu.  Ich krzyki prawdopodobnie byłyby w stanie obudzić zmarłego, (ale to chyba w tym czasie nie był ich życiowy cel).


        Tym czasem pierwszy wagonik, wyjechał prawdopodobnie z najbardziej obrzydliwego odcinka tunelu. Krew, porozrzucane ludzkie części ciała, dzieci grające w piłkę głowami i tego typu rzeczy zdecydowanie robiły wrażenie, ale także budziły niewyobrażalną chęć pozbycia się całej treści żołądka. Trójka próbowała się pozbierać po tych strasznych widokach, ale dalsze ekspozycje nie pomagały, gdyż właśnie czekał ich odcinek w kostnicy. Poukładane trumny ludzie w workach, Mag dałaby sobie rękę uciąć, że zrobiło się również zimniej. Niespodziewanie tuż przed ich oczami wyskoczył trup. Wznieśli oni krzyk i czekali aż wreszcie pojadą dalej. Nic podobnego jednak nie nastąpiło. Wagonik stał w miejscu a sztuczne, (ale za to jak prawdziwie wyglądające) zwłoki, wisiały centralnie przed ich nosami. Miodowo-włosa zamknęła oczy i przysunęła się minimalnie do mulata, częściowo za sprawą tego, że Horan niemal kładł się na niej, byle tylko odsunąć się od znajdującej się obok niego trumny z krzycząca panną młodą.
     - Co się stało?! Dlaczego nie jedziemy?!- powtarzał w kółko, budując straszne napięcie.
     - Już nie drzyj tak tej japy Syossie! Jak bym wiedziała to z pewnością podzieliłabym się tym z tobą. Uwierz, siedzenie tutaj z wami to nie szczyt moich marzeń.- jęknęła miodowo-włosa, rozglądając się nerwowo i próbując wmówić sobie, że głowy chłopaków nie znajdują się z każdą sekundą bliżej niej oraz że krzyk, który słyszą jest tylko nagraniem.
     - Dlaczego Syossie?- zapytał Niall, prawdopodobnie tylko po to, by odciągnąć swoją uwagę od otaczającego go wszechogarniającego zła.
     - Przede mną nic nie ukryjesz. Jestem pewna, że farba, jakiej używasz do włosów jest tej firmy.
     - Nic o mnie…
     - Czekajcie, pamiętacie może drugą część „Oszukać przeznaczenie”? Czy ten wagonik, aby na pewno nie jest podobny do tego z kolejki, która tak na marginesie była przyczyną śmierci kilkunastu osób?- Malik przerwał bezsensowną wymianę zdań swoich towarzyszy, wpędzając ich w inny rodzaj przerażenia. Fakt faktem wszystko się zgadzało a najgorsze przecież w filmie było to, że nawet ci, którzy się uratowali po pewnym czasie zginęli.
     - Myślisz, że śmierć przyjdzie teraz po nas?- zainteresował się blondyn, po raz setny, oglądając otaczający go tunel.
     - Przecież to był film, teraz to prawdziwe życie.- Margaret próbowała nie wierzyć w słowa mulata, jednak zbyt dobrze znała ten horror. A jej mózg zaczął się zbyt ekscytować tą informacją. Poczuła na plecach cieple ramiona swoich towarzyszy, które sprawiły, że cała trójka znalazła się bliżej siebie i zbiła w ciasną grupkę.
     - Bez sensu się ratować potem i tak przyjdzie na nas kolej - lamentował Horan, łapiąc się za swoje krótkie włosy i machając głową we wszystkie strony.
     - Wysiądźmy z wagonika, zawróćmy i poszukajmy reszty. Wtedy się zastanowimy, co zrobić – zaproponował mulat z wyczuwalnym przerażeniem w głosie. Jego kompani zgodzili się machnięciem głów, choć żaden z nich nie wiedział czy to dobry pomysł. W sumie mogliby zaczekać na kogoś z obsługi, ale mieli dosyć tego strasznego miejsca. Gdy wreszcie całej trójce udało się opuścić wagonik, stanęli na kawałku posadzki blisko ekspozycji. 
Mag nagle przypomniała sobie o swojej nienawiści do sąsiadów, więc puściła ich ramiona i odsunęła minimalnie od ich ciał. Przeszła za nimi parę metrów a następnie w jej stronę wysunęła się panna młoda z zakrwawioną suknią i nożami zamiast kwiatów. Dziewczyna szepnęła do siebie w głowie, że tak właśnie kończą się małżeństwa a potem szła dalej beztrosko do momentu, kiedy nie zobaczyła tej samej kobiety ponownie. Zmarszczyła brwi i zgrabnie ją ominęła, ale kiedy ujrzała ją po raz trzeci, rozpędziła się i wbiła pomiędzy blondyna i Malika. 
Dziś zdecydowanie nie był jej zbyt dobry dzień na walkę ze złem. Cała trójka wolno udała się przed siebie.


         Tym czasem Louis, Harry, Liam oraz Shalie nadal darli się imponująco długo, robiąc tylko małe przerwy na złapanie oddechu. Nastolatek z lokami wdrapał się na kolana szatyna i uwiesił się na jego szyi. Shalie z zamkniętymi oczami, ściskała ramię, siedzącego tuż obok niej Payne’a a ten natomiast, przytulał się do swoich kolegów.
     - Myślę, że to wszystko przez tę czarownicę Margaret. Widzę nad nią złą aurę. Przy niej mam wizje z niebieskimi marchewkami. To takie wynaturzone!- Zakrzyknął Tomlinson, przeciągając samogłoski w ostatnim wyrazie.  Chłopcy wydali z siebie odgłos, jakby właśnie usłyszeli opowiadanie o seryjnym mordercy i teatralnie zasłonili usta dłońmi.
     - Jak tylko stąd wyjdziemy, to jej wszystko powiem. Będziesz miał gorzej przechlapane niż teraz. A poza tym to wina waszej dwójki, patafiany!- odcięła się brunetka, puszczając ramię ciemnego blondyna. Ciężko jej było odnaleźć sylwetki winowajców w tych egipskich ciemnościach, więc nie wiedziała o co uderzyła, gdy postanowiła wymierzyć im bolesną karę dłonią. Jedynie jęk Stylesa mógł potwierdzić, że obiła się o jego ciało.
       - Proszę bardzo, mów jej! A ja powiem ci coś jeszcze. Nad tobą też widzę tą aurę, czarną i obrzydliwą! Jesteście złe!- wykrzyczał Lou, niczym zawodowy wróżbita.
Ciemnowłosa bez zawahania podniosła się i zaczęła po omacku szukać jego ucha, by móc go za nie powyciągać. Nie było to jednak takie proste z uwagi, iż marchewka zaczęła osłaniać się swoim przyjacielem, siedzącym mu na kolanach.
Shalie miała szczerze dosyć towarzystwa sąsiadów. Nie tak wyobrażała sobie swoje urodziny, przecież miały być same z Maggie. Z planów, które jej zdradzono wynikało, że następną atrakcją, jaka ich czekała, miał być skok na mini bungee. Czuła jednak, że po wyjściu z tego nieszczęsnego tunelu strachów, będą miały ochotę tylko na to, by iść do domu i zjeść tort urodzinowy przy jakiejś durnej telenoweli.
Dziewczyna, myśląc o tym zdenerwowała się na towarzyszy jeszcze bardziej i ruszyła do walki ze zdwojoną siłą. Payne, widząc jej poczynania, zapalił wyświetlacz w swoim telefonie, podświetlił postać obok niego a następnie bez ogródek wstał i złapał ją w pasie. Styles oraz Tomlinson odetchnęli z ulgą i przybili sobie zwycięskie piątki. Zdruzgotana brunetka wyglądała jakby odebrano jej ukochana zabawkę i przemielono ją na jej oczach. Oczywiście nie nazywałaby się Swift, jeśli nie podjęłaby próby ponownie. Ciemny blondyn jednak był na tę możliwość przygotowany, głównie przez to, że kiedy ostatni raz ubezwładniał jej przyjaciółkę, ta zachowywała się podobnie. Gdy właśnie rozważał jak wielką zażyczyć sobie nagrodę za jego poświęcenie, do uszu wszystkich dobiegła cicha, ale dobrze znana im melodia. Nawet wyrywająca się Shalie, zastygła w bezruchu. Muzyka pochodziła z horroru ‘The Ring’ i wywołała gęsią skórę u całej czwórki. (Soundtrack -włączcie dla polepszenia efektu.)
     - Już niedługo koniec twojej trasy. Już niedługo koniec twojej trasy. Już niedługo…- Kiedy usłyszeli słowa dziecka, bezapelacyjnie poczuli się jak w filmie.
     - Zamknij się! Nie gadamy z nieznajomymi!- wydarł się Harry, gdy głos bez przerwy powtarzał w kółko te same zdania.
Po chwili wszyscy uznali, że wolą opuścić wagonik niż siedzieć i słuchać tych wpędzających ich w przerażenie zdań. Naturalnie nie obyło się bez problemów. Szatyn, który próbował zrzucić lokowanego z siebie, przypadkiem spowodował, iż spadł on na dziewczynę a ta w efekcie wylądowała na ciemnym blondynie. Żałosny dźwięk jaki z siebie wydali, wyraził więcej niż jakiekolwiek słowa. Brunet z trudem uniósł się z nastolatki a następnie ku zdziwieniu Shalie pomógł jej wstać.
Kiedy wreszcie wszyscy byli gotowi do wyjścia, Louis postanowił wyjąć swój roztrzaskany telefon spod kół wagonika. Jednak nie przemyślał tego zbyt dobrze, ponieważ sprawił, że system został automatycznie odblokowany i wagonik ruszył. Zbyt wąski tunel na tym odcinku nie dawał możliwości schronienia się na poboczu. Czwórka musiała zacząć uciekać przed pojazdem. Harry, który biegł na tyle stale pośpieszał osoby przed nim. Panna Swift biegnąca na samym przedzie nie spodziewała się, że tuż przed jej twarz wyskoczy krzycząca Baby-jaga, więc wykonała tak gwałtowny krok do tyłu, że wpadła na czyjąś klatkę piersiową a jej nieprzejęty właściciel, położył dłoń na ramieniu mocno za nie ścisnął i pociągnął. Wagonik jak na złość postanowił przyśpieszyć.
     - Matko, wszyscy zginiemy – oznajmił głośno Harry i zrównał się krokiem z Liamem. Ku ich radości tunel zaczął stawać się szerszy i cały komplet mógł bezpiecznie poczekać aż pojazd przejedzie na poboczu. Kiedy tylko tak się stało nie obyło się bez wiązanki przekleństw skierowanej do wspaniałomyślnego Tomlinsona.
     - O znaleźliśmy ich!- wrzasnął ktoś a następnie znalazł się tuż obok zdezorientowanej czwórki.
     - Weźcie Louisa! To wszystko przez niego!- doradziła wystraszona dziewczyna i schowała się w głąb tunelu, aby uciec przed światłem z wyświetlacza komórki, którą została potraktowana.
     - Pokaż to!- Pan marchewka, wyrwał urządzenie z rąk nowych przybyszy i zaświecił nim w ich twarze. Szybko okazało się, że tylko pasażerowie pierwszego wagonika, oblepieni sztuczną pajęczyną. Ciemnowłosa prędko odkleiła się od ściany i pobiegła stęskniona do swojej przyjaciółki.
     - I jak ci się podobała urodzinowa przejażdżka? – zapytała ironicznie Margaret, tuląc do siebie solenizantkę i gromiąc chłopaków spojrzeniem.
     - Czy ja dobrze usłyszałem? Shalie ma dziś urodziny? Chłopaki musimy jej zaśpiewać „Happy Birthday”!- wymyślił podekscytowany Payne i wraz ze swoimi kolegami, ignorując protesty dziewczyn, przystąpił do śpiewania wybranej przez niego piosenki.
     - Słyszę ich! Są tam!- Najwyraźniej ktoś z obsługi zainteresował się brakiem pasażerów, ponieważ za chwilę cała siódemka została oślepiona światłem latarek ludzi z ekipy techników.

  Cała akcja skończyła się tak, że nastolatków wyprowadzono z tunelu i skierowano do zarządu wesołego miasteczka aby się wytłumaczyli. Jednak zamiast wlepiać im kary za złamanie regulaminu, właściciel poprosił zespół o autografy dla swojej córki, która okazała się być wielką fanką One Direction i umorzył sprawę.
         - Szczęśliwych urodzin! – wykrzyknął Horan na pożegnanie z dziewczynami i posłał im szeroki uśmiech.
         - Nie będziemy was już widzieć, więc będą szczęśliwe - odpowiedziała któraś z nich i obydwie skierowały się w stronę domu, do którego postanowiły iść na piechotę, by mieć czas na poukładanie wszystkiego w głowie.
    Zdecydowanie Shalie nigdy nie zapomni tych urodzin.





Hej wam!
I JAK SIĘ PODOBA ROZDZIAŁ? JAKIEŚ ZASTRZEŻENIA, PYTANIA?
PROSZE BAAARDZO O KOMENTARZE!
Ten rozdział miał pojawić się przed świętami, ale macie do czynienia ze mną- osobą, której plany nie mają racji bytu xdd
I jak tam święta? Dostaliście jakieś prezenty? 
Następny rozdział nie wiem kiedy ale mam nadzieję, ze szybciej niż ten xd

SERDECZNIE ZAPRASZAM WAS DO CZYTANIA GENIALNEJ KOMEDII:

 jeśli kogoś nie powiadomiłam to uczynię to dziś wieczorem xd

PROSZĘ O KOMENTARZE I DZIĘKUJĘ ZA PONAD 14 TYŚ WEJŚĆ!