sobota, 27 października 2012

Rozdział 9


Udawanie- czyli wmówmy sobie, że mamy 

mózgi i uwierzmy w to





     - Nienawidzę Cię ty brudna, tępa, bezmózga, prymitywna poczwaro!- Zaskakująco głośny wrzask jasnowłosej wlatywał prosto do Tomlinsowego ucha, sprawiając, że od ogłuchnięcia nie dzieliły go minuty tylko sekundy. Rozjuszona dziewczyna kończąc szaleńczy bieg, wpadła prosto na znienawidzony tors swojej ofiary. Niesiona umotywowaną chęcią mordu szybko ujęła w niewielkie dłonie pasiastą (a to niespodzianka) bluzkę chłopaka, i chaotycznie zaczęła nią szarpać.
    - Ja ciebie też podstępna wiedźmo!- Szatyn nie chcąc zostawiać w tyle z potyczką, przystąpił do szczypania przeciwniczki w ramiona. Ta jednak wiła się tak, że nie sposób było nadążać za nią wzrokiem, więc jego pozornie dobra taktyka spełzła na niczym. Musiał się szybko poprawić.

I tak o to zwykła bitwa przerodziła się w autentyczną rzeź.

  Nastolatek deptał sąsiadkę po stopach jednocześnie przytrzymując jej ręce jak najdalej od swoich oczu. Natomiast ona cudem wyrywając jedną dłoń z jego stalowego uścisku, złapała za ucho rywala i pociągnęła jak najmocniej w dół, śmiejąc się przy tym jak Baby-Jaga. Louis, wkurzony nie na żarty mocnym szarpnięciem uwolnił swój poszkodowany organ i począł z pasją wyrywać włosy Margaret.  Gdzieś w morzu jęków i okrzyków dało się usłyszeć, że wyzwiska i zbliżające się nieubłaganie kroki kolegów walczącej dwójki. 
Dziewczyna, przecząc totalnie jakimkolwiek prawom etyki (oraz BHP) i zachowaniom ogólnie przyjętym dla kobiet w jej wieku, zabrała się za gryzienie pasiastego gdzie popadnie. Współzawodnik ze zdumienia wytrzeszczył oczy i uświadomił sobie, że jest właśnie świadkiem jej przemiany w chomika ludojada.
     - Imponujesz mi, postój tu chwilę to zrobię Ci pamiątkową fotkę - poradził, udając, że wyciąga z kieszeni aparat. Za chwilę jednak przystąpił z powrotem do bójki.
     - To za czerwony, to za ten w panterkę, a to za koronkowy.- Nastolatka, aby poprawić dobitność swoich słów, przy każdym przymiotniku gryzła chłopaka w ramię.
Przed śmiercią, któregoś z nich (lub nawet obojga) uchronił ich Liam, który wpadł na dość nieprzemyślany pomysł oblania ich lodowatą wodą z węża ogrodowego.

  Jednak, aby zrozumieć, o co chodzi w tej rzece nieporozumienia trzeba zejść do jej źródła.

  

     



         Ranek nastał zdecydowanie za szybko.
       To była pierwsza myśl Shalie, tuż po brutalnym obudzeniu przez promienie słoneczne przedostające się przesz szybę prosto na jej zaspaną, zmęczoną twarz. 
Dziewczyna przekręciła się na drugi bok, ale nic to nie dało. Sen o tęczowej chmurze spełniającej marzenia odszedł gdzieś daleko w przestrzeń kosmiczną, powodując, że jej prośba o wyjazd na Karaiby z przystojnym brunetem z klatą jak marzenie, odeszła wraz z nim.
Sfrustrowana podeszła do okna, aby zasunąć rolety, przystanęła jednak na chwilę i zmrużyła oczy, aby poprawić swoją ostrość widzenia. Jej wzrok się nie mylił, przez wielkie okno w domu obok dostrzegła ciasno zbita grupkę sąsiadów z laptopami czy też tabletami na kolanach.
Oczywiście najpierw zrobiło się jej niedobrze, bo niestety nie dało się nie zauważyć, że siedzieli tam w samych bokserkach, ale zaraz potem ogarnęło ją przerażenie. Przypomniała sobie kawałek po kawałku poprzedni dzień i stwierdziła, że był tylko jeden racjonalny powód, dla którego mogli wstać o świcie i szukać czegoś w komputerze.
Autorów oczerniających ich plotek.
Trzeba było jak najszybciej coś wymyślić.
Podleciała szybko do łóżka swojej przyjaciółki i potrząsnęła mocno jej pogrążonym w krainie morfeusza ciałem. Reakcji nie było. Musiała przejść do drastycznych kroków. Z całej siły uszczypnęła ją w ramię i dla polepszenia efektu potrząsnęła nią jeszcze raz. W ciągu sekundy dostała plaskacza w policzek, ale za to Colen usiadła na łóżku prosto jak tyczka i wlepiła wzrok we współlokatorkę.
     - A ty, co, wylałaś sobie na policzek barszcz czerwony?- spytała sennie, przecierając oczy. Brunetka z drgająca powieką wpatrywała się w przyjaciółkę, ale nie miała jednak czasu na wygarnięcie jej ani na oddanie. Westchnęła tylko i obiecała sobie, że już nigdy nie będzie jej budziła, nawet gdyby się paliło.
     - Mamy problem, chyba nasi słodcy sąsiedzi wzięli sobie do serca słowa tego całego osiłka- Paula. Oni naprawdę szukają tych, co rozpowiedzieli o nich te plotki - wyjaśniła szybko, przelotnie głaszcząc, Roxiego po czarnym, puchatym grzbiecie. Swoją drogą nie wiedziała, po co rodzicie Margaret kupili mu takie wypasione legowisko skoro on i tak na przekór wszystkiemu spał w łóżku u swojej właścicielki.
     - Zalewasz.- Miodowo-włosa z nadzieją spojrzała w oczy koleżanki, ta jednak pomachała przecząco głową.  Sprawa nie wyglądała dobrze. Nastolatki zaczęły nerwowo chodzić po pokoju, wytężając swój umysł do granic możliwości (w wakacje to powinno być karalne).
     - Nie potrzebnie godziłyśmy się na tą fotkę z fankami, ale może nie wrzuciły tego do Internetu. – Jasnowłosa nadal pełna nadziei czekała na jakąkolwiek reakcje współlokatorki, ta jednak posłała jej takie spojrzenie, iż uświadomiła sobie, że jej wiara zmieniła się już w złudne marzenie.  Dziewczyna wyciągnęła z szuflady lornetkę i skierowała ją w stronę domu sąsiadów. Na szczęście nie był to badziewny sprzęt, zapłaciła za niego grubą kasę, która zarobiła rozdając ulotki na zniżkę w pizzerii (ach Ci fani detektywa Monka). Mogła doskonale zobaczyć, na jakim portalu przebywają członkowie zespołu 1D. Tak jak obie podejrzewały przesiadywali na Twitterze, oczywiście za wyjątkiem Nialla, który grał w kulki.
Wiadomo, że nawet totalny tępak, z łatwością znalazłby tam informacje na temat tych niesfornych twórców oszczerstw.   
Kolejne pytanie wiązało się z tym, jaka kara im groziła i do czego mogą posunąć się poszkodowani. Shalie, która z zapartym tchem oglądała, „CSI- kryminalnie zagadki Nowego Jorku”, wiedziała, że chłopcy mogą oskarżyć je o zniesławienie i wytoczyć proces, który może ich skazać na uiszczenie kary grzywny. Przestraszone nie na żarty przełknęły ślinę i wlepiły wzrok w dom obok.
     - Może pójdziemy do nich i powiemy, że chcemy im pomóc, ale tak naprawdę napiszemy do fanek, że te plotki to nieprawda a autorki ich wyjechały do Timbuktu - zabłysnęła ciemnowłosa, wkładając na siebie zwiewną, biała sukienkę do połowy ud.  Prawdą było, że nie za bardzo lubiła tego typu odzież, ale od czasu do czasu lubiła mieć trochę odmiany.
Jasna głowa przez chwilę intensywnie zastawiała się nad słowami przyjaciółki, ale po chwili zmarszczyła czoło i pokręciła głową.
     - Wiesz ile oni mają fanów? Jedna wiadomość nic nie da a chyba nie mamy czasu na wysyłanie każdej po kolei.
W pokoju znów zapanowała cisza. Faktem było, że dziewczyny miały duże kłopoty i prawdopodobnie ich czas na wynalezienie rozwiązania liczył się w dziesiątkach sekund. Colen szybko zarzuciła na siebie jeansowe krótkie spodenki i turkusową lekka koszulę.
     - A może z nimi po prostu pogadamy?- rzuciła jakby od niechcenia Shalie. Niby tak oczywiste pytanie sprawiło, że czas jakby stanął. Właścicielka domu zmarszczyła brwi, bo prawdę mówiąc nigdy nie rozmawiała z chłopakami, zawsze wszystko sprowadzało się kłótni. Zdumiewający był fakt, że zapomniała, iż są ludźmi i może umieją prowadzić w miarę cywilizowana konwersację.
Nastolatki szybko zeszły na dół, zahaczając najpierw o łazienki w celu uzupełnienia porannej toalety. A na wypadek gdyby rozmowa nie wystarczyła zgarnęły do toreb chyba cały asortyment ciastek, żelków i lodów, który był w domu, Mag poświęciła nawet dwa opakowania swoich cennych orzeszków ziemnych.
Obładowane i z dudniącymi sercami skierowały się do sąsiedniego budynku.
Shalie łagodnie zapukała do drzwi a gdy nikt nie otwierał powtórzyła czynność mocniej. Ich oczom ukazał się Niall, ku radości przyjaciółek – ubrany. Zmarszczył brwi i przez chwilę wyglądał jakby miał zadać pytanie, ale gdy zauważył torby sąsiadek, szybko zrezygnował z tego szalonego pomysłu.
     - Wchodźcie kochane, co tak stoicie w wejściu – otworzył szerzej drzwi, aby goście mogli wejść. - Dajcie te torby, pewnie jest wam ciężko.- Gdy tylko dostał w ręce to, co chciał, skierował dziewczyny do salonu a sam poszedł „rozpakować pakunki” do kuchni.
     - Och, jak dobrze, że jesteście! – Ciemny blondyn, podbiegł do dziewczyn i przygarnął je do siebie ramionami. Przyjaciółki uśmiechnęły się przebiegle, uświadamiając sobie, że jednak ich sąsiedzi są tępi i nadal nie znaleźli winowajców. To poprawiło im humor na tyle, że nawet nie zwróciły większej uwagi na fakt, że Liam nadal nie ma na sobie górnej części garderoby. – Wiecie, że Ci wstrętni bajkopisarze, powiedzieli, że jestem niski! Jakim prawem? Przecież to się w głowie nie mieści!- Zdesperowany chłopak, przycisnął sąsiadki mocniej do swojego nagiego torsu.
      - Rzeczywiście, są okropni - odezwała się niepewnie Shalie idealnie akcentując ostatnie słowo. Payne chyba nie miał zamiaru puszczać nastolatek, więc, zanim to uczynił Maggie już zdążyła ogarnąć sytuacje panującą w salonie.
Zayn oderwał wzrok od swojego białego laptopa i machał jak nakręcony do nowo przybyłych. Natomiast Tomlinson obejmował pokręconego, który uważnie śledził ekran swojego tableta i chyba nawet nie myślał o wyjściu spod koca w misie. Nie to jednak było dziwnie. Niezrozumiałe było to, że Harry miał tak zbolała minę, jakby przynajmniej dowiedział się, że umrze za 8 minut. Kumpel mówił mu coś na ucho, ale bezskutecznie. Lokers zachowywał się jakby zatrzymał się w czasie.
Kiedy Liam wreszcie łaskawie puścił swoje przytulanki, począł opowiadać im, co właściwie dzieje się ze Stylesem.
     - Hmm, siedzi tak od wczoraj. Prawdopodobnie zrozumiał plotkę na jego temat, te o tym, że jego… No wiecie, że nie sprawdza się, jako mężczyzna.
 Dziewczyny popatrzyły na siebie z przestrachem, ale zaraz wrzuciły na twarz swoja udawaną maskę troski.
    - Kto mógł wymyślić takie bzdury?!- odezwała się „oburzona” Margaret- Na poprawienie humoru przyniosłyśmy wam słodycze… ALE- przerwała widząc, że banda rozwydrzonych wyrośniętych małp szykuje się do szaleńczego biegu (zapewne na śmierć i życie), po swoje przysmaki.-  Najpierw zagramy w grę „Słodycze bez elektryczności”. Oddajecie nam wszystko, co posiada baterię lub w inny sposób jest zasilane prądem elektrycznym. Kto tego nie zrobi nie dostanie słodkości - wyjaśniła wolno, tak żeby wszystko zrozumieli.
Przeraziła się nieco, gdy w pomieszczeniu zapanowała napięta cisza i kilka par oczu zwróciło się w jej stronę. 

     - Ale fajna gra! Oddam wszystko pierwszy!- wykrzyknął Tomlinson z szaleńczym ognikiem w tęczówkach.
 Po chwili dziewczyny były w posiadaniu wszystkich urządzeń elektrycznych, jakie miało w swoim domu One Direction. Oczywiście miodowo-włosa trochę źle sprecyzowała warunki i spędziła parę minut na tłumaczeniu chłopcom, że obejdzie się bez bieżni z siłowni. Banda biegiem skierowała się do kuchni, w której już obżerał się Horan. Prawdę mówiąc, takie okazy wygłodniałych osobników płci brzydkiej są raczej rzadko spotykane, ponieważ powszechnie wiadomo, że oni wszędzie znajdą coś, co można będzie zjeść/schrupać/wypić/wylizać.
  Shalie patrzyła z dumą na swoją przyjaciółkę i miała ochotę klęknąć oraz dziękować za tak wspaniały dar, jaką jest. Wszystko szło po ich myśli- były teraz w posiadaniu wszystkich pięciu maszyn śmierci a przecież, kiedy je mają, sąsiedzi nie mogą szukać.
Jako, że Harry nadal pozostał w miejscu, ciemnowłosa chcąc nie chcąc musiała ciągnąć całe przedstawienie.

Wywróciła znudzona oczami i ruszyła w jego stronę.
     - Hej, może pójdziesz coś zjeść - zaczęła, najuprzejmiej jak umiała (zastanawiają c się, które z nich prędzej zachoruje na cukrzycę). Brak reakcji. Nastolatka przypomniała sobie, że równie podobnie rano zachowywała się jej przyjaciółka. Stłumiła w sobie chęć uiszczenia metody, która na pewno wzbudziłaby pokręconego z letargu. – Mamy ciastka truskawkowe, lody orzechowe, jabłecznik, chipsy serowe, orzeszki, żelki..
     - Haribo?- Z ust chłopaka padło pytanie, które sprawiło, że dziewczyna zaprzestała wyliczania i rzuciła mu zdziwione spojrzenie.
     - Eee… chyba tak. – Styles wstał i strząsnął z siebie przykrycie. Brunetka niestety nie miała tyle szczęścia, co wcześniej, nastolatek miał na sobie jedynie czerwone bokserki z Zygzakiem McQuinem i nawet nie wydawał się tym faktem przejęty.
Zarzucił jej masywne ramię na barki i opierając się na niej powoli zaczął stawiać kroki. Nastolatka natomiast próbowała zapomnieć o tym, że jego naga skóra ociera się o nią i koncentrowała się na tym by nie upaść pod ciężarem cielska pokręconego.
     - Jak można było powiedzieć, że mam małego? No jak? Za kogo teraz uważają mnie te wszystkie fanki? Ja Ci powiem, za kogo! Za takiego, z którego można sobie żartować!- Harry w końcu wybuchł i niemalże rozpłakał się z powodu tak straszliwej zniewagi, z jaką musiał się zmierzyć. Szczerze mówiąc tak rozzłoszczony członek 1D prezentował się wręcz komicznie i ciemnowłosa musiała się kontrolować by nie wybuchnąć śmiechem.  – Uwierz mi, że ten, kto to napisał może już zaczynać oglądać miejsce na cmentarzu. Chłopaki powiedzieli, że to szaleństwo, ale możesz być pewna, że wynajmę płatnego mordercę i wcale nie poproszę go o szybką i bezbolesną śmierć dla winowajców. Najpierw odetnie im…
     - A może po prostu zapomnicie o całej sprawie, przecież to sumie nie są takie poważne plotki, na pewno nikt nie uwierzył - rzuciła niepewnie nastolatka, zastanawiając się czy zemdleć teraz czy uciec i zrobić to w domu. W końcu postanowiła trzymać fason (jakby nie mało było Harrego do noszenia) i wynegocjować z lokersem jakąś inną karę.
     - Żartujesz? Dziś dzwonili z RolingStone i pytali się czy mogą zmierzyć Liama.
Shalie nerwowo się zaśmiała i przełknęła ślinę, orientując się jak wielki bałagan zrobiły z Maggie. Mogła się spodziewać, że jak zwykle się w coś władują. Od kiedy tylko pamiętała nie było dnia w ich wspólnej szkole, żeby nie były w tarapatach. Najpierw w pierwszej klasie podstawówki jasnowłosa pobiła jakąś dziewczynę, bo ta dostała się do samorządu klasowego, choć razem z Shalie włożyły więcej karteczek z jej imieniem do urny.
W drugiej upiekło im się pomalowanie wszystkich luster wodoodpornym markierem, ponieważ szły wtedy do komunii i wybroniły się faktem, że Bóg wszystkim wybacza.
Następnie, gdy w trzeciej klasie spokojnie siedziały sobie na schodach, dyrektor, który biegł na spotkanie wywrócił się o nie i połamał obydwie nogi, przez co musiały do końca roku szkolnego zostawać po lekcjach i czyścić wszystkie ławki.
(W ich dalszej kadencji, działy się rzeczy, o których lepiej nie wspominać, gdyż nawet one próbują o nich zapomnieć).

  Kiedy wreszcie udało im się dotrzeć do reszty, Shalie szybko oddała przyjaciółce tablet, który niepostrzeżenie zabrała pokręconemu. Tymczasem Margaret próbowała uśmiechać się szczerze do swoich sąsiadów, ale omal nie spadła z barowego krzesła, gdy sam marchewko-jadacz posłał jej szeroki uśmiech ukazując swoje wysmarowane czekolada uzębienie. Dziewczyna jedynie zmarszczyła brwi i przerzuciła wzrok na mulata, który rozczłonkowywał swoje ciastka zbożowe sztućcami i uśmiechał się do talerza jak obłąkany. Shalie, która również go obserwowała wstrzymała gwałtownie oddech i z zamiarem przekazania ważnej informacji przyjaciółce uszczypała ją mocno w udo.
     - Ała! No, co zrobiłem? Czy nie uważasz, że i tak dziś dużo wycierpiałem? – wydarł się Styles niemal gromiąc nastolatkę wzrokiem. No tak, brunetka na śmierć zapomniała, że lokers zmusił ja by usiadła pomiędzy nim a ciemnym blondynem i ” zaczęła obracać się w seksownym, męskim towarzystwie”.
     - Eee…przepraszam, miałam jakiś skurcz - wydukała dziewczyna, modląc się o telepatycznie skontaktowanie z koleżanką. Prawdę mówiąc doszła do ciekawego wniosku, a jako wielka fanka CSI mogła być pewna, że jest on prawdziwy. Malik po raz pierwszy, od kiedy się wprowadził napawał ją strachem. I to nie takim oczywistym w stosunku do „ludzi mądrych inaczej” czy też „małp zachowaj ostrożność do trzech metrów” tylko takim prawdziwym. Takim, jaki się czuje do mordercy. No, bo niby, co one o nim wiedziały, oprócz tego, że jest tak samo dziwaczny jak reszta 1D i lubi kraść cudze, niewinne psiaki? Właściwie nic. Harry mówił o wynajęciu płatnego zabójcy, ale co jeśli nie żartował? Bo w sumie, jeśli ma go na miejscu to nie brzmi już tak niewiarygodnie. Dziewczyna głośno przełknęła ślinę i zaczęła rozmyślać ile wziąłby za zamordowanie dwóch rozsiewających plotki nastolatek.
Miodowo-włosa popatrzyła na nią dziwnym wzrokiem i dalej brała na lupę ciemnoskórego oraz jego zmasakrowane słodkie ofiary.
     - Skurcz? Może chcesz, żeby go rozmasować?- Zaoferował się obiekt szaleńczych rozmyślań dziewczyn, powodując, że ciemnowłosa wytrzeszczyła oczy i instynktownie przysunęła się do pałaszującego lody Liama.
     - Nie! Znaczy, nie. Już mi przeszło - pisnęła, trochę zbyt szybko, przerażona nastolatka. Mulat wzruszył ramionami i powrócił do konsumowania ciasteczek. Tym czasem Maggie próbowała zrozumieć zachowanie przyjaciółki, lecz szybko uznała, że nie może nadmiernie przegrzewać systemu, a to nie był czas na potyczki. Każdy ich mylny ruch i bach, witajcie więzienne koleżanki.
A ostatnim, co by zniosła byłoby uziemienie w jednym miejscu, ( achh…to niestwierdzone ADHD). Czasami zwyczajnie musiała sobie pobiegać, albo po prostu poślizgać się na posadzce w puchatych, barwnych skarpetach.
Liam ewidentnie usatysfakcjonowany bliskością Shalie, z uśmiechem na ustach podsunął jej pod nos widelec z lodami orzechowymi, zachęcając uśmiechem do ich spożycia. Dziewczyna lekko zdezorientowana odkleiła oczy od jej potencjalnego mordercy i odsunęła się znacznie od Payne’a. Zwróciła jednak wzrok na zimny przysmak przed jej oczami, zastanawiając się, jakim trzeba być człowiekiem by jeść go widelcem.
     - Sorry, nie znamy się na tyle by jeść lody orzechowe jednym sztućcem - orzekła, odsuwając od siebie rękę chłopaka, który zaraz strzelił smutną minę. Natychmiast zwróciło się na nią pięć par oczu. Jasnowłosa chrząknęła niby przypadkiem, ale Swift, z marszu przypomniała sobie, że akurat dziś muszą być miłe w stosunku do tych dziwacznych małp. Wyklęła w myślach swoje sarkastyczne „ja” i spróbowała rozciągnąć usta w miarę wiarygodnie uczciwym uśmiechu. 
     - To znaczy… Nie widzę przeszkód w naszym wzajemnym poznaniu – wypaliła, klepiąc po plecach zranionego ciemnego blondyna. Niall, który włożył do ust większość słodyczy ze stołu, nagle zaczął się krztusić i ruszać rękami w znaku, który prawdopodobnie miał za zadanie prosić o pomoc. Siedzący najbliżej pasiasty podbiegł do farbowanego i zaczął skakać wokół jego osi, również wymachując dłońmi. Dopiero później zaczął klepać poszkodowanego po plecach, wkładając w to jednak zbyt dużo siły, bo co i nie raz dało się usłyszeć pomieszane ze spazmatycznym kaszlem, jęki Horana.
Kiedy sytuacja wreszcie została opanowana, wszyscy usiedli w głębokiej ciszy bojąc się odezwać.
     - Z kim spędziliście ostatnio, jakąś upojną noc? – zapytał, jakby nieobecny loczek- No, co? Mieliśmy się nawzajem poznać.- Dodał, gdy zauważył zdziwienie u większości zgromadzonych.
Shalie przez chwile dałaby sobie uciąć głowę, że chłopaki wymienili ze sobą szybkie spojrzenia, ale trwały one tak, krótko, iż nie była pewna, czy nie miała zwid.
     - Myślałam raczej o lekkich pytaniach:, „Jaki lubisz kolor?” „Jaki jest twój drugi ulubiony kolor?” itd..- Zaczęła, zdezorientowana Colen, prosząc w myślach o szybki powrót do domu. Tomlinson w zadumie nad słowami dziewczyny, zaczął stukać palcami o swoje usta. Natomiast Liam uważnie obserwował blondyna, który pochłaniał ze stołu chyba trzecią paczkę ciasteczek, zagryzając ją orzechami ziemnymi. Najśmieszniejsze w jego obżarstwie było to, że nigdy po nim nie było tego widać. Mógł jeść tonami a i tak zawsze trzymał idealną figurę. Koledzy przypuszczali, że jego żołądek to jedna wielka, paru metrowa dziura, w której można by zmieścić cały dom i słonia.
Shalie widząc, że sytuacja wymyka im się spod kontroli postanowiła interweniować.
     - Ładnie odmalowaliście ściany – pochwaliła, przyciągając na siebie spojrzenia całej grupy. Mulat przymknął gniewnie oczy, zapewne przypominając sobie, dlaczego wyskoczył im ten nagły remont, a roztrzepany szatyn prychnął pod nosem jednocześnie mierząc srogim wzrokiem pannę Swift. Mag przyłożyła rękę do czoła i przymknęła oczy, próbując zrozumieć, tępotę współlokatorki. Obiecała sobie, że jeszcze nauczy ją strategicznego myślenia, bo w wojnie najważniejsza jest trafna taktyka. Nie miały czasu na pomyłki.
     - Możemy włączyć TV?-  Niall najwyraźniej nieprzejęty gafą brunetki postanowił zrobić sobie krótką przerwę w jedzeniu, na zadanie pytania organizatorkom gry. Czym sprawił, że cisza, która panowała między zebranymi, pogłębiła się jeszcze bardziej.
      - Okey - odparła krotko jasnowłosa. Prawdę mówiąc nikt z nich nie miał chęci na poznawanie siebie, więc wszyscy bezproblemowo udali się do salonu. Trochę zajęło chłopakom szukanie pilota, ale dziewczyny postanowiły przemilczeć ich bałaganiarstwo i dalej szczerzyć się jak głupi do sera.  Po chwili do przyjaciółek siedzących na kanapie przysiadł się Styles, owinięty bardzo pociągającym kocem w misie. Biedna Shalie by się znowu nie narazić, postanowiła nie protestować, gdy chłopak również owinął ją kocem tłumacząc, że „samej na pewno jest jej zimno”. Nie zdołała jednak powstrzymać jęku, gdy obok niej zjawił się Malik taszcząc ze sobą swoje ciasteczkowe ofiary.
Mag odsunęła się trochę od trójki i zabrała farbowanemu pilot, zwinnie przełączając „Wiadomości” na kanał muzyczny. Nie wzięła jednak pod uwagę faktu, że chłopcy, znają wszystkie piosenki, jakie są na czasie i zaczną je śpiewać na cały regulator.
Dziewczyna zaciskała mocno usta, próbując nie powiedzieć jakiejś kąśliwej uwagi. Było to trudne, bo niemalże słyszała w swojej głowie głosik mówiący: „ Obraź ich, „No, powiedz im coś”, „Mag ta dobroć w stosunku do nich Cię zabija”.
Miodowo-włosa, aby odgonić od siebie pokusy pomachała głową w obie strony.
Kryzys w jej wstrzemięźliwości nastąpił, gdy właściciel bluzki w paski usiadł za nią na sofie i zaczął pleść jej z włosów coś, czego na pewno nie można było nazwać warkoczem. 

A panna Colen nikomu nie pozwalała dotykać jej włosów.

Miała tylko jednego zaufanego fryzjera, który i tak przeżywał straszliwe męki, robiąc fryzurę dziewczynie.
Objawem ogromnego wzburzenia dziewczyny, był jej szybki niemiarowy oddech i niemal ciskające piorunami oczy.
Mocno zacisnęła szczęki i dłonie, uświadamiając sobie, że głosy w jej głowie przerodziły się niemal w wrzask. Musiała szybko temu zaradzić.
     - Co jeszcze możemy dla was zrobić?- Na pół warknęła, na pół spytała, zwinnie wyrywając swoje kłaki, spod nikczemnych palcy pasiastej marchewki.
Chłopcy na chwilę oddali się zadumie a że ich mózgi nie były przyzwyczajone do pracy na szybkich obrotach, (jeśli w ogóle miały obroty), to nastolatka musiała na odpowiedź trochę poczekać.
Znudzona rozejrzała się po mieszkaniu. Wyglądało tak samo jak przed zniszczeniem ścian, jedynym nowym nabytkiem była duża lornetka na statywie. Dziewczyna, pewnie mogłaby się nad tym rozwodzić, ale musiała jeszcze obserwować Louisa, któremu wszystko mogło wpaść do łepetynki.
     - W sumie napiłbym się soku porzeczkowego - wyznał ciemny blondyn, patrząc na Shalie, która wyglądała jakby bardziej wolała znaleźć się sercu wulkanu niż pomiędzy mulatem i lokersem. W zasadzie nie mogła trafić gorzej. Czuła przy sobie niemal nagie ciało, Stylesa, a Zayn mówiący do zamordowanych słodkości też nie wypadał w jej oczach najlepiej. Jedynym pokrzepieniem w jej głowie była myśl o tym, co by zrobiła gdyby nie musiała wystrzegać się sarkazmu do płci znienawidzonej.
 Reszta małp również orzekła, ze chce to samo, co Liam.
     - Tylko, że ja ostatnio wypiłem ostatni kartonik - wymruczał po cichu Horan uważnie, śledząc ruchy jednej tancerki z teledysku.
     - Dobra pójdę do sklepu.- Mag, wzniosła oczy do góry i w myślach podziękowała, chociaż za chwilę oderwania się od bandy dziwaków.
     - Idę z Tobą!- Dało się zauważyć, że Shalie wyplątała się z koca ze zbyt dużym zapałem, powodując tym samym, że lokers siedzący obok niej zaczął podejrzewać, iż nie odpowiadało jej jego towarzystwo. Urażony przysunął się do ciemnoskórego chłopaka i podwędził mu z talerza jedno rozczłonkowane ciasteczko.
     - Wróćcie szybko będziemy czekać, misiaczki. – Pasiaty odprowadził dziewczyny do drzwi i posłał jakiś bliżej nieokreślony znak chłopakom z kanapy, na co oni pokiwali włosami w geście potwierdzenia. Dziewczynom jednak nie było dane tego zauważyć gdyż Tomlinson sparaliżował je, zarzucając im na barki swoje ciężkie ramiona. Mag obiecała sobie, że wyrzuci wszystkie ciuchy, jakie na sobie miała i położy się do wanny na parę godzin. Dziewczyny celowo przyśpieszyły kroku przy drzwiach i pędem przekroczyły próg znienawidzonego domu.
     - Maggie niedobrze mi- wymamrotała nadal sparaliżowana ciemnowłosa. – On był prawie nagi.- Miodowo-włosa zaczęła poważnie martwić się o współlokatorkę gdyż ta cała pobielała a jej oczy wyglądały jakby zobaczyły stado goniących duchów. Prawdę mówiąc podziwiała ją za to, że nawet w obliczu tak wielkiej próby zachowała zimną krew. – Mag, myślę, że oni nas zabiją.- Brunetka nie wyglądała na osobę, która za chwilę miała wybuchnąć śmiechem, wiec panna Colen uważnie zaczęła rozważać jej słowa.
    - Chyba sobie żartujesz, sama wiesz, że oni są jakby to określić…Niepełnosprytni.- Shalie wzruszyła na to ramionami i pociągnęła przyjaciółkę za ramię, zmuszając ją tym samym do biegu. Faktem było, że miała dosyć tego całego przedstawienia, ale nie chciała żeby miały z Margaret kłopoty. Jej rodzice na pewno nie byli by zachwyceni gdyby dowiedzieli się, co wyprawia ich córka.
W rekordowym tempie dotarły do sklepu i wzięły to, co trzeba. Musiały się spieszyć, bo nigdy nie wiadomo, co może strzelić do głowy tym niedorozwojom podczas ich nieobecności. Jasnowłosej wydawało się, że dobrze schowała ich maszyny śmierci (w kantorku na miotły), ale nie mogły ryzykować. Kiedy tylko znalazły się pod drzwiami panna Swift nacisnęła na klamkę a ta…nie chciała ustąpić. Przyjaciółki zmarszczyły brwi a ciemnowłosa ponowiła czynność. Na nic. Maggie potulnie zapukała, ale nawet po powtarzaniu czynności przez parę minut odzewu jak nie było, tak nie było.
     - Co tu jest grane? – spytała retorycznie jedna z dziewczyn, na co druga szybko złapała się za kieszeń i pośpiesznie włożyła do niej rękę. 
     - Mag nie mam kluczy od twojego domu.- Miodowo-włosa popatrzyła na dziewczynę z przestrachem a potem sama zaczęła obmacywać swoje kieszenie, jednak bezskutecznie. Współlokatorki popatrzyły na siebie wolno i jak na komendę zerwały się w kierunku swojego domu.
Czasem te ich rozumienie bez słów było przerażające.
Prawdę mówiąc z ich oczu mało można było w takich chwilach wczytać, gdyż najwyraźniej wszystkie emocje targające nimi uwolniły się i utworzyły w ich spojrzeniach coś na kształt wielkiej kuli nieporozumienia, która zwiększała się z każdym pokonanym przez nie metrem.
Niczym rozszalałe tornado pokonały kawałek dzielący je od domu. Ciemnowłosa nerwowo szarpnęła za klamkę a kiedy ta ustąpiła w jej wnętrznościami drgnął nieprzyjemny spazm wzburzenia.
Dwoma szybkimi krokami pokonały próg, ale widok panujący w holu zmusił je do zatrzymania.
Z ust Margaret wydobył się cierpiętniczy jęk, ale szybko stłumiła go ręką w przeciwieństwie do jej przyjaciółki, która krzyczała w niebo głosy i padła na kolana głośno zawodząc.
Na podłodze przed nimi leżała spora sterta pociętych, kolorowych biustonoszy- wszystkich, jakie posiadały, a na ścianie różowym mazakiem napisane było jedno zdanie: My wiemy wszystko.”  

  Nie musiały być spokrewnione z Albertem Einsteinem żeby wiedzieć czyja to sprawka (niedokładnie zamalowany autograf Tomlinsona też zbyt nie taił prawdy). Zwinne oko jasnowłosej w ciągu mili sekundy wyłapało za oknem ruszającą się postać i zmrużyło się tylko po to by za chwilę zapłonąć z krwistym, szaleńczym ognikiem w środku. Shalie, która przytulała do piersi koronkowy, poszarpany materiał zdębiała, słysząc, że współlokatorka zaprzestała recytowania wiązanki przekleństw. Powoli przekręciła głowę i zmierzyła przyjaciółkę wzrokiem, ale zaraz zaciekawiona również spojrzała w miejsce, które przeszywała wzrokiem. Nie stał tam nikt inny jak pasiasty na jego nieszczęście –tyłem.
     - Mag ochłoń trochę! Mag nie rób głupot, wymyślimy jakąś zemstę, ale nie działaj tak pochopnie!- Brunetka zerwała się z podłogi widząc, że jasnowłosa zaczyna biec w stronę drzwi balkonowych prowadzących prosto do Louisa.- Mag! I tak mamy dużo kłopotów.- Ostatniego zdania właścicielka domu jednak nie mogła usłyszeć gdyż znalazła się już na podwórku.
Swift przełknęła ślinę i rzuciła się za przyjaciółką, przelotnie patrząc na wystraszonego, Roxiego, który najwyraźniej na czas włamania postanowił schować się za komodą.

(Wychodzimy ze źródła, wracamy do rzeki)

     - Liam zabije cię, pacanie!- ryknęła rozjuszona do granic możliwości jasnowłosa i już miała obrócić swoje słowa w czyny, ale nagle została powstrzymana przez parę ramion zaciskających się na jej tali. Można by przysiąc, że woda, która znajdowała się na jej ciele zaczęła parować z gniewu. Malikowi jednak nie straszne było wiercenie i kopanie trzymał ją jakby ktoś ulepił jego ramiona z betonu. Ciemnowłosa, która dopiero dobiegła próbowała pomóc przyjaciółce, ale mulat odkręcił się do niej plecami skutecznie uniemożliwiając jej jakąkolwiek drogę manewru.
      - Chłopaki nie bójcie się już biegnę!- Blondyn jak strzała przemierzał dzielącą ich odległość, tarmosząc w reku jakąś kanapkę. Nie miał jednak wystarczająco podzielnej uwagi, by zauważyć na swojej drodze rozciągnięty wąż ogrodowego, więc bezceremonialnie zaliczył przez niego epicką glebę lądując nosem w swojej bułce.
Na początku pośród zebranymi zapanowała głucha cisza, ale w końcu Harry wybuchł niepohamowanym śmiechem jednocześnie przerywając ją. Marchewkowy zaczął rzucać się po ziemi w przeciwieństwie do Liama, który jako winowajca rozdziawił szeroko usta i zastanawiał się, jaka kara go czeka. Zayn złapał miodowo-włosą za jedno ramię i zwinnie wyciągnął ze swojej kieszeni IPhona by, po chwili zrobić nim zdjęcie poszkodowanemu (Mag oczywiście zapomniała zabrać go od niego, skupiając się bardziej na komputerach)
     - Twitterze przywitaj się z nowym przypałowym zdjęciem Nialla Horana - rzekł wolno roześmiany Malik, jednocześnie klikając coś na ekranie telefonu.
Blondyn na te słowa zerwał się szybko, powodując, że Styles i Tomlinson zanieśli się jeszcze większym rechotem.
     - Nie rób tego, Malik!- wydarł się farbowany, ścierając z twarzy majonez i masło.
     - Za późno, poszło - oznajmił ciemnoskóry odkładając telefon do kieszeni.
Niall zrezygnowany westchnął i przysiadł na niskim płotku obok niego, ubolewając nad straconą kanapką.
     - Puść mnie cymbale, teraz i tak już bym nie chciała go nawet dotknąć - warknęła Margaret, wskazując głową na usmarowaną i rozchichotaną marchewkę.
Malik nie widząc dalszego sensu przetrzymywania panny Colen, puścił ją i podszedł do Horana mówiąc coś o nowej kanapce.
     - Nie powinniście być na nas złe, my tylko odpłacamy się pięknym za nadobne - wyjaśnił loczek, poważniejąc i klepiąc nadal rżącego szatyna po ramieniu.
Shalie zmrużyła oczy i już miała wszcząć kłótnie zakończoną czyjąś śmiercią, kiedy została powstrzymana przez swoją przyjaciółkę. Posłała jej pytające spojrzenie, lecz nie dostała żadnej odpowiedzi.
     - Rozumiem. Zapomnimy o sprawie, jestem zmęczona tym wszystkim.  Oddajecie mi tylko klucze od domu i idźcie do siebie. Przypominam, że jesteśmy na moim podwórku. – Chłopaki posłali sobie zdziwione spojrzenia i wzruszyli ramionami. Styles rzucił dziewczynom, o co prosiły i uśmiechnął się triumfalnie do pasiastego najwyraźniej sądząc, że wygrali wojnę.
Gdy tylko małpy opuściły posesję Colenów, Mag uśmiechnęła się przebiegle i zakręciła kluczami na wskazującym palcu.
     - Okay, możesz mi powiedzieć, co ty do cholery wyprawiasz?!- krzyknęła brunetka patrząc się na swoją przyjaciółkę spod byka. Uśmiech właścicielki domu przypominał minę świra-mordercy, który właśnie zabijał swoją ofiarę.
Jasnowłosa w odpowiedzi pokazała Shalie błyszczący czarny przedmiot.
     - Czy to telefon Zayna? – Na twarzy ciemnowłosej zagościł uśmiech, który z pewnością nie wróżył nic dobrego. Obie wolnym krokiem udały się do domu i zamknęły się na cztery spusty by nikt im nie przeszkadzał.
     - Zaczniemy spokojnie – od adresu zamieszkania, potem może przejrzymy galerię. – Powiedziała cicho jasnowłosa logując się z konta Malika na dobrze znany portal społecznościowy „Twitter”.





HEEEEEEEEEEEEEEEJ!!!!!!!!!!!
ALE JESTEM OKROPNA NIE? 
Serio dodałabym wcześniej ale nie mam na swoim komputerze programu ,w którym mogę pisać ;/ i muszę pożyczać od mamy xd
I jak się podoba? Jakieś błędy? Zastrzeżenia?
PROSZĘ PISZCIE KOMENTARZE!
Najbardziej dziwie się, że gdy zaczynałam pisać ten rozdział był 30-sto stopniowy upał a kończę go kiedy pada śnieg 0.0
Nie wiem kiedy następny rozdział teraz będzie trochę wolnego od szkoły to zacznę pisać xd
A CO TAM U WAS? MACIE ŚNIEG? ^^
Jeszcze raz przepraszam i PROSZĘ O KOMENTARZE
I OCZYWIŚCIE DZIĘKUJĘ ZA PONAD 7000 TYŚ WEJŚĆ
KOCHAM WAS XD

*przepraszam za różnice w rozmiarach czcionki ale blogspot postanowił zostać chamem jak onet ;/


27 komentarzy:

  1. Jej.!:D W końcu nowy rozdział ,już się bałam ,że się nie doczekam.!:(
    Jak zwykle zajebiście śmieszny.:D
    Kocham twojego bloga.:d
    U mnie już drogi nie przejezdne.;)
    Czekam na nn.:)

    http://1d-mycreazystory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebisty rozdział :) No i jak mogłaś skończyć w takim momencie???:)

    OdpowiedzUsuń
  3. WOW! To było coś! ;D i jaaaaaki długi :D nie, ale serio świetny rozdział! uśmiałam się, czytając to :D dzięki! :D
    @Ola143Cody

    OdpowiedzUsuń
  4. super ze dodajesz takie długi rozdziały!. a teksty i twoje pomysły wymiatają :D
    ROZWALASZ SYSTEM, ZIĄ <3
    @karLla136 (informuj mnie na tt o nn)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super ! jak zawsze - podoba mi się ! ; )
    Czekam na kolejny :p

    OdpowiedzUsuń
  6. Paula jeszcze śniegu nie ma i z tego jest mi smutno. Jak mogłaś!
    Ha oczywiste=D Sądze że z tego nic dobrego nie wyniknie:))))
    Pati

    OdpowiedzUsuń
  7. Super! Czekam na nn!! :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super jak zawsze ^^
    Czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmmm.. Co ja mam tu napisać.. Po prostu mistrzostwo. ;D Powtórzę to po raz kolejny, uwielbiam tego bloga. ;D xx
    Enchanted_200

    OdpowiedzUsuń
  10. no czeeść ^^
    jestem tu pierwszy raz, więc wypadałoby, żeby komentarz był długi, prawda? oh, o to nie ma się co martwić, bo mam tendencję do słowotoków.
    zaczynając od samego początku, to dzięki mojej siostrze tutaj trafiłam. ona sobie czyta blogi, patrzę - oho, ciekawy nagłówek. widzę początek tego rozdziału i.. stwierdzam miłość od pierwszego wejrzenia xD I tak czytałam całe opowiadanie od 16. bodajże. wiem, mam zabójcze tempo, bo teraz jest 23. xD
    przejdźmy do konkretów. masz powalający humor, rzadko trafiam na dobre komedie, w dodatku pisane nienagannym językiem i bez błędów ortograficznych (na które jestem uczulona XD btw, uważaj na przecinki). Najbardziej podobała mi się chyba akcja z wysmarowaniem krwią chaty chłopaków. EPICKIE. Ale inne sceny też były urzekające, zauważyłam, że siedzę przed kompem i suszę zęby, czytając twoje opowiadanie. Ciekawe jak to wygląda z zewnątrz? pewnie jakbym była chora psychicznie xD no i tak... przyznam, że szczerze mnie zaskoczyłaś, że żadna z bohaterek jeszcze nie zakochała się w którymś z chłopaków. Bo tak to zwykle jest na blogach, zaczyna się od nienawiści a kończy wiadomo gdzie xD Dlatego jestem naprawdę ciekawa, czy masz zamiar pójść w tym kierunku, czy zaskoczyć mnie i zrobić coś innego... oczywiście będzie mi się podobało, dopóki będzie śmiesznie :D
    A w ogóle to padam na twarz przed tobą i oddaję ci hołd! Robisz wstawki w nawiasach, to świetnie *.* bo wiesz, że ja też? dobra, dobra, prowadzę bloga o 1D (też komedię, żółwik!) no i cię na niego zapraszam, ale do niczego nie zmuszam xD link podam na końcu, na razie czytaj komentarz xD
    na początku zaznaczyłaś, że charaktery chłopców będą całkiem inne niż te z opowiadań, ale ja tam wielu różnic nie widzę... cóż, może po prostu inaczej odbieram tych szajbusów, kto wie xD Hmm.. ciekawe, czy komentarz nie będzie za długi. Jak go przeczytasz całego i nie zaśniesz to gratuluję xD
    Podoba mi się, jak wykreowałaś bohaterów, bo ja chyba mam z tym problem. No i wiem, jak trudno napisać dobrą komedię, która śmieszy wszystkich. Bo trzeba unikać rzeczy, które będą śmieszyć tylko ciebie. Więc masz +10 do prestiżu xD
    I cóż, sądzę, że teraz chyba się ode mnie nie uwolnisz tak łatwo, będę cię męczyć komentarzami do samego końca ^.^
    Już na końcu gratuluję dobrego pomysłu i całkiem sporego kawałka talentu (: Oraz życzę pomysłów na dalszy ciąg, bo warto to kontynuować ;]
    Aha, wiesz, że przez twoje opowiadanie (czy raczej przez ciebie) zaczęłam słuchać The All-American Rejects? Yeah, uwielbiam cię za to, bo nie znałam tego zespołu, a szkoda ;DD

    Cheers xxx

    royal-life-with-one-direction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. OMG! TO NAJDŁUŻSZY KOMENTARZ JAKI WIDZIAŁAM W ŻYCIU *.* KOCHAM GOOO!!!!!!!!!
    SERIO MARZYŁAM O CZŁOWIEKU, KTÓRY TAK SKOMENTOWAŁBY MÓJ ROZDZIAŁ I JESTEŚ *.* (normalnie cię wymodliłam XD)
    Nie wiem od czego zacząć może najpierw...DZIĘKUUUJE!
    MATECZKO, TYLE MIŁYCH SŁÓW PADŁO W MOJĄ STRONĘ, ŻE AŻ SIĘ UGIĘŁAM! *.* JA? TALENT?! hahaha xd nawet nie wiesz jak czasami jest mi ciężko ulepić coś dobrego xd
    Od początku uwielbiałam pisać o nienawiści przed tym blogiem miałam 3 opa i dwa właśnie były w tym temacie xd
    No ale wracając .. xd
    Też jestem uczulona na ortografię więc staram się jej unikać natomiast interpunkcja to totalnie nie moja rzecz xd Próbuję sprawdzać rozdziały w Wordzie , ale on umie tyle co ja xd czasami sprawdza mi przyjaciółka ,ale spójrzmy prawdzie w oczy nie zawsze ma czas siedzieć i patrzeć na gramatykę 14 str worda xd Obiecuję że się poprawię (może nawet przestanę spać na polskim xd)
    Moim głównym planem nie było to żeby dziewczyny (przynajmniej teraz) zakochały się w chłopakach, bo przecież oni na razie je wkurzają xd
    Myśl przewodnia to zabawa, śmieszne akcje, teksty, sarkazm i ironia (totalnie mój świat *.*)
    a teraz Cię zaskoczę....CZYTAM TWOJEGO BLOGA! TAM TAM TAM TAM! XD
    Zobaczyłam twój nick i myślę, o kurde skądś ją znam xd wchodzę na twojego bloga a tu bach OPOWIADANIE NA KONICZYNCE *.* (tak je pieszczotliwie nazywam)
    Od dłuższego czasu zbieram się na kom, ale w końcu moja leniwa str wzięła górę (jak zawsze). Ale nie bój się na pewno skomentuje nowy rozdział bo sobie to przyrzekłam xd
    I powiem Ci w sekrecie, że KOCHAM TWOJEGO BLOGA! serio uwielbiam komedię a ty piszesz zajebiście ^^ a mało jest dobrych komedii z 1D ;/
    NIE CHCĘ SIĘ OD CIEBIE UWALNIAĆ! PISZ TAKIE KOMENTARZE ZAWSZE *.*
    DZIĘKUJĘ CI BARDZO ZAPAMIĘTAM TWÓJ KOMENTARZ NA ZAWSZE *.*
    - PAULA

    OdpowiedzUsuń
  12. Cóż, gdybym nie miała takiej sklerozy i więcej czasu to komentarz byłby dłuższy xD
    I łaaał, czytasz moje opo? Woho, to się cieszę ^^ Było mi podesłać linka do swojego bloga wcześniej :D
    mam w zwyczaju się rozpisywać, chociaż to zależy ile działo się w odcinku xD ogółem komentuję mało blogów, więc wiesz.. xD
    Cieszę się, że cieszysz się z mojego komenta xD A co do przecinków to.. sama też mam (miałam) z tym niemałe problemy, błędy ortograficzne tez robię (bo piszę ręcznie po nocach bloga, więc.. xD), ale poźniej poprawiam.. na twoje szczęście błędy interpunkcyjne aż tak nie rażą w oczy (:
    Podoba mi sie twoja myśl przewodnia na tym blogu :D Czyli na razie nie będzie romansidła... Aż się boję na kogo wypadnie jeśli pojawi się taki wątek xD
    Dobra, już nie nudzę ^^

    Pozdr. xxx

    OdpowiedzUsuń
  13. PROSZĘ, BŁAGAM NIE KOŃCZ Z TYM OPOWIADANIEM. WYCHODZI CI MEGA ŚWIETNIE. JESTEŚ WIELKA. CZEKAM NA NASTĘPNE ROZDZIAŁY !!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.............. ZE ŚMIECHU BRZUCH MNIE BOLI I ŁZY MI LECĄ!! MASZ KATEGORYCZNY ZAKAZ KOŃCZENIA TEJ OPOWIEŚCI OD NAS WSZYSTKICH NA CZAS BLIŻEJ NIE OKREŚLONY!! NA SERIO!! ZAZDROSZCZĘ CI TEGO, ŻE TAK WSPANIALE PISZESZ, ŻE MASZ TYLE WEJŚĆ I W OGÓLE TEGO BLOGA!!
    Czytałam już wszystkie rozdziały chyba z 5-6 razy i za każdym razem śmieję się jak....wariatka z niezidentyfikowanym ADHD!! Moja mama dzwoniła do psychiatryka, żeby mnie zabali...ale ja chyba odchodzę od tematu!! Po prostu w tej wypowiedzi hciałam tylko przekazać:
    TEN BLOG JEST ZAJEBISTY!! CZEKAM NA NASTĘPNY ROZDZIAŁ OBY SZYBKO!!!!

    Dziękuję za uwagę

    asiulek
    zapraszam do mnie :
    anita-jenifer-story-1d.blogspot.com
    nigdyniemowzwsze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Sorry, że taki mały wpis zrobię, bo szczerze mówiąc nie jestem dobra w pisaniu więc rozdział był zajebisty ! :D
    I z niecierpliwością czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kocham ten rozdział, nic dodać nic ująć <3 zapraszam do siebie - forever-young-and-crazy-1d.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny rozdział! Z resztą jak całe opowiadanie :D Zaczynam czytać twojego bloga i jestem ciekawa co wydarzy się dalej :)
    Zapraszam do siebie (nowy rozdział!) drop-of-hope.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Jezu, kocham cie.Nie kończ proszę i postaraj się dodać następny, zazdroszczę ci tego, że potrafisz pisać i że masz tyle wejść.Zapraszam do siebie (reklama, musi być)
    sanuj-to-co-masz-bo-to-stracisz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *szanuj-to-co-masz-bo-to-stracisz.blogspot.com/

      Usuń
  19. super, super! zapraszam do mnie na http://i-love-these-little-things-1d.blogspot.com/ . pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Kocham to opowiadanie xd hahhahaha ale beka xd zapraszam do sb - forever-young-and-crazy-1d.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Boże, co ty robisz, że tak świetnie piszesz ? ;] Kiedy następny, bo już się nie mogę doczekać ! <3

    OdpowiedzUsuń
  22. DAWAJ NEXT !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <33333333

    OdpowiedzUsuń
  23. Hej twój blog został nominowany do zabawy pt. "Libster Award".
    Więcej informacji pod tym linkiem. ; ))
    http://myonedirectionandmylife.blogspot.com/2012/11/libster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  24. Hej, nominowałam Cię do Libster Award ;)
    Więcej info u mnie na blogu, w zakładkach u góry ^^
    royal-life-with-one-direction.blogspot.com
    Pozdrawiam xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DZIĘKUJĘ SERDECZNIE :D A wiesz może do kiedy jest czas na odpowiedzi? 0.o :)

      Usuń